wtorek, 2 września 2014

Rozdział 4 ~To zrzucaj z siebie resztę~


-Zapnij spodnie.- zwróciłam się do niego odsuwając się.
-Uppss….- powiedział po cichu wykonując wspomnianą  wcześniej przeze mnie czynność.
-No to pocałujcie się .-powiedział brat z mega bananem na twarzy.

*Natalia*
-Hehe, no śmieszny jesteś- powiedziałam ironicznie.
-Sory, ale takie wyzwanie i musisz je wykonać bez względu na wszystko.- wytłumaczył Maciek.
-Wal się !- odkrzyknęłam dostając wrogie spojrzenie od brata.
-Dobra, dawaj szybko.- namawiał Reus.
-Pierdol się, nie mam zamiaru się z tobą lizać.
-Jak dasz argument, to nie będziesz musiała- dołączył się Robert.
-Jasne, że dam.  1 argument: nie mam ochoty, 2 argument: na pewno nie z nim, 3 argument: już skończyłam grę- powiedziałam i teatralnie się ukłoniłam.
-4 argument: to nie jest argument.- powiedział Mo.
-5 argument: nie ma takiego czegoś, jak wycofanie się z gry.- odparł Robert.
-6 argument: dwie połówki muszą się nie zgadzać na wykonanie zadania- dołączył się do „zabawy” Mario.
-7 argument: wolę inne określenie, niż „dwie połówki”- skarciłam go.
-8 argument: ja się zgadzam, ona nie.- wtórował Reus pokazując na mnie palcem.
-9 argument: nie macie wyjścia.- nawet Ania była przeciwko mnie.
-10 argument: koniec argumentowania, tylko wykonujcie te wyzwanie do jasnej cholery !- odpowiedział z powagą w głosie mój brat. – To co, dajecie ?
-Tak, Nie.-odpowiedzieliśmy równocześnie.
W tej chwili Mario podbiegł do Marco i wyszeptał coś na ucho śmiejąc się
-Ty, to jest dobry pomysł!- powiedział jakby oświecony blondyn z bananem na twarzy.-Nie będziemy musieli wykonywać tego wyzwania, gdy zdejmiesz jakąś część swojej garderoby.-zwrócił się do mnie.
-Chyba cię popier…. Acha, okay.- powiedziałam zdejmując buta.-Proszę Cię bardzo, geniuszu- dokończyłam z uśmieszkiem na twarzy.
-Nie bądź taka spryciulka, prędzej, czy później moje na wierzchu będzie.
-Pożyjemy, zobaczymy. Dobra, kręcę- wypadło na Łukasza.- No to Łuki, pożycz od swojej wybranki serca szpilki, załóż je na swoje nogi , weź żonę na ręce i przejdź się kawałek jak prawdziwa Top Madl.- gdy dokończyłam, wszyscy zaczęli się śmiać bez opamiętania, podobnie jak Piszczu wykonywał zadanie. Nie sprawiło mu to żadnych trudności, pomijając  potknięcie się o mojego buta i upadek na szklany stolik, na szczęście się nie stłukł, ale za to huk obudził Humiego, który smacznie spał na dworze pod oknem.
-Dobra, teraz ja kręcę.- znów wypadło na mnie.
-Natalia teraz pocałuje Marco- powiedział śpiewająco.
-To ja zdejmuję drugiego bucika- odśpiewałam tak samo jak Łukasz.
Grało mi się bardzo dobrze, do tej pory, gdy znów butelka wskazywała mnie. Tym razem kręciła Inga.
-Teraz nie masz wyjścia. Chyba wiesz, co masz robić.
-Proszę Cię, nie rób mi tego- odpowiedziałam błagająco.
-Chyba, że zdejmiesz sukienkę.-Zwrócił się do mnie Marco przygryzając wargę i przemierzając mnie wzrokiem z góry na dół, niczym rentgen.

-Ok.-Powiedziałam krótko zdejmując wymienioną wcześniej część mojej garderoby.
-Uuuuuuuu- męskie grono odezwało  się niemal równocześnie.
-Proszę bardzo, możesz wziąć na pamiątkę.- z impetem rzuciłam w blondyną moją sukienką.
-O… Dziękuję za tak wspaniały prezent, ale od wyzwania i tak się nie wymigasz.
Nie dostał ode mnie odpowiedzi, zawitał u mnie jedynie lekki grymas na twarzy. Pech chciał, żeby znów wypadło na mnie.
-To zrzucaj z siebie resztę.-zaśmiał się Erik.
-Milcz zboczuchu.
-I kto tu jest geniuszem?- zaśmiał się blondyn obejmując moją talię.
-Boże dopomóż… Co ja robię?- powiedziałam do siebie, po czym delikatnie musnęłam wargi Marco. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Za chwilę oboje zatraciliśmy się w pocałunku. Zapomniałam o całym zgrzycie z nim. Było mi tak dobrze. Nie chciałam tego kończyć. Jednak w porę się opamiętałam i musiałam pomóc sobie aż nogą, żeby oderwać się od Reusa. Wyglądało to nieco komicznie, ale jakoś musiałam sobie radzić.

 Nie spoglądając na niego wyciągnęłam z torby zapasowe ubrania. Wzięłam je z myślą o wodzie.Przecież nie chodziłabym w mokrych ciuchach a kto wie, może zachciałoby mi się kąpać w basenie. Przydały mi się, ale w innym celu. W samej  bieliźnie bym do domu nie wracała, bo przecież swoją sukienkę ofiarowałam Marco.
-Gdzie jest łazienka?- zapytałam się Mario.
-Te drzwi, a co tam?
-Jak co tam , usta muszę przepłukać. Maciek ogarnij się, koniec imprezy.
-Ja chcę do wesołego miasteczka! Na karuzele !- powiedział niczym pięcioletnie dziecko.
-Macie go natychmiast doprowadzić do pionu, bo nie ręczę za siebie.
Gdy wróciłam z toalety stał tak prosto, jakby połknął co najmniej kij od baseball’a.
-Idziemy braciszku, dzięki za zabawę.
-Nie dostałam już odpowiedzi, ponieważ wszyscy byli tak wstawieni, że nie wiedzieli co się dzieje wokół nich. Jak to mówią: party hard.
*Następnego dnia*
Obudziłam się w dobrym stanie, lecz gorzej mój brat. Ten leżał w łóżku i nie mógł się ruszyć.
-Powiedz Klopp’owi, że nie dam rady przyjść na trening.- ledwie słyszalnie wydusił z siebie trzymając się za głowę.
-A jak się zapyta dlaczego ?
-Nie wiem, wymyśl coś.
-Wstyd mi za ciebie.- powiedziałam wręczając mu szklankę wody z lekarstwem w dłoni.
-O co ci chodzi?- powiedział po zażyciu leku.
- O co mi chodzi? Upiłeś się jak świnia. Tłumaczyłam ci, prosiłam, a ty dossałeś się do butli i pieprzyłeś trzy po trzy.- powiedziałam z uniesionym głosem.
-Nie wiem, o co ci biega. Wesoło było, wszyscy się śmiali.
-Ta, szczególnie jak spadłeś z krzesła.- odparłam z powagą. –Wiesz co ? Zdychaj tu. Ja wychodzę.- dokończyłam.
-A idż do diabła.
Zdenerwowana wyszłam z pokoju brata i mocno trzasnęłam drzwiami.
-Dobrze się czujesz? Chcesz żeby nas stąd wyrzucili ?!!-bulwersował się brat za drzwiami.
 -No chcę, może nareszcie się ruszysz  i poszukasz jakiegoś domu dla nas !-odpowiedziałam z zażenowaniem.
-Ale nie musisz od razu demolować hotelu!!!
-A wal się!!!-wykrzyczałam ze złością.
 Po 'starciu' z bratem poszłam szybko do swojego pokoju. Byłam na niego cholernie wściekła po tej imprezie za to, że przez niego musiałam się obnażać publicznie, a najgorsze było to, że przez tego idiotę musiałam przelizać się z tym chamem Marco bleeeeee o matko to było okropne fujj. Nie, to było cudowne, nigdy jeszcze nie czułam się tak dobrze. Jejku ale on wspaniale całuje, jest taki delikatny i słodki. Achh i te jego cudne oczka. Że co ?!!! Natalia! Opanuj się nie myśl o tym chamie przecież on nie jest chłopakiem dla ciebie!!! Moment pocałunku z Reusem wypełniał moje myśli, nie mogłam o tym zapomnieć. Chyba się nie zakochałam? Hmm... No jasne, że nie. Przecież ja nie umiem kochać, nikogo nigdy nie kochałam i nie będę. Życie mnie tego nauczyło. Jakie życie? Nauczył mnie tego ojciec! Przecież on nigdy nas nie kochał... On tylko kochał swój alkohol, nic więcej.! On tylko potrafił nas krzywdzić i ranić... Łzy popłynęły z moich oczu. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Mój brat widocznie mnie usłyszał, bo wyszedł ze swojego pokoju i przyszedł do mnie. Usiadł obok mnie i mocno mnie przytulił.
 -Natala? Co się dzieje? Czemu płaczesz? Mam nadzieje, że nie płaczesz przeze mnie. Nie chciałem cię urazić.-zapytał, cały czas trzymając mnie w ramionach.
Odchyliłam głowę i popatrzyłam mu prosto w oczy. Było mi trudno opowiadać o przeszłości, ponieważ to tak bardzo bolało...
-Wiesz? Tak sobie usiadłam i przypomniał mi się ojciec... Wszystko wróciło.- powiedziałam z łzami w oczach.
 Brat jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił i powiedział: -Nie bój się to co było już nigdy nie wróci. Nie płacz. Jestem przy tobie i zawsze będę. Tylko proszę cię nie płacz bo mi ciebie szkoda. Nienawidzę jak takie śliczne dziewczyny płaczą.
-Oj widzę, że ci się na wyznania zebrało. Dziękuję braciszku. Kocham cię. Już mi lepiej- odpowiedziałam ocierając rękawem łzy i delikatnie się uśmiechając.
-O i o to chodzi. Taki uśmiech masz mieć na twarzy cały czas.-brat uśmiechnął się do mnie i wstał z łóżka.
-Dziękuję braciszku, że jesteś. Wiesz co? Pójdę ci na rękę i powiem Klopp’owi że nie będzie cię dziś na treningu.
 -No jak chcesz to potrafisz siostrzyczko. Grzeczna dziewczynka.
-I tak cię nie lubię. A teraz wyjazd mi stąd bo śmierdzisz. Idź się umyj.- zaczęłam nabijać się z brata. Maciek z zadowoleniem na twarzy schylił głowę i powąchał swoją koszulkę pod pachami, i od razu uśmiech z jego twarzy przerodził się w skwaszoną minę.
-Upsss wyjątkowo, ale to wyjątkowo przyznam ci rację. Śmierdzi ode mnie jak bym się pół roku nie mył. Pójdę się umyć. -roześmiał się i poszedł do łazienki pod prysznic.
Zegar wskazywał 17:30, więc szybko się przebrałam i wyszłam z hotelu. Szłam w kierunku stadionu, gdy nagle zza ławki w parku wprost pod moje nogi wyskoczył Reus. Skrzywiłam się i powiedziałam:
 -O nie jeszcze ciebie mi tu brakowało.
-Ja też się bardzo cieszę że cię spotkałem.-odpowiedział z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy.
 -No faktycznie tak się cieszę, że zaraz nie wytrzymam tej euforii i ci przyłożę.-powiedziałam ze zdenerwowaniem, przypominając moment w którym mnie zwyzywał jak oblał mnie wodą.
 –Oj niedobra dziewczynka, niedobra.-odpowiedział przymrużając jedno oko.
 -Gdybym była dobra to byś mnie zjadł a tak to chociaż jeszcze sobie pożyję na tym pięknym świecie.
 - Ej ale tylko mnie nie bij!! Bo ja nie chcę żeby mnie w szpitalu potem składali.-zaczął się śmiać.
-Nie kompromituj się. Ja się śpieszę, nie mam czasu tu z tobą się użerać.-powiedziałam odchodząc od Reusa. Ten dorównał mojego kroku i objął mnie ręką w talii. Zabierając jego rękę i oddalając się od niego, powiedziałam:
-Zabieraj te łapska! Trzymaj się ode mnie w odległości pięciu metrów i ani kroku bliżej!!-wykrzyczałam.
-Oj dobrze, dobrze księżniczko już oddalam się.-powiedział z uśmiechem oddalając się pół kroku ode mnie.
-Jak dla ciebie to pani Natalio, a nie księżniczko. A i mam ci pokazać ile to jest 5 metrów bo widzę, że na matematyce to chyba spałeś.-odpowiedziałam idąc cały czas w przed siebie w kierunku stadionu.
-Nie spinaj się tak mała. Złość piękności szkodzi. Widzę, że idziesz na stadion. No to dotrzymam ci towarzystwa bo ja właśnie też idę na trening.
-No niestety będę musiała zmęczyć jakoś twoje towarzystwo. Ale ja się dziwię, że ty w ogóle wyszedłeś z domu po tym jak się wczoraj schlałeś  że aż Mario musiał cię z domu do samochodu na rękach odnosić i zawieźć cię do domu.
 -A widzisz skarbie lata praktyki i łeb do alkoholu robią swoje.- powiedział śmiejąc się.
Nie odezwałam się już ani słowem aż do końca drogi zresztą Marco też nie. Co chwilę zerkał na mnie, czułam to. Weszliśmy na stadion. Ja zaczęłam iść w kierunku murawy, a Marco w kierunku szatni. Odwrócił się do mnie i powiedział:
 -Miło się z tobą gadało piękna. Jeszcze się spotkamy. Do zobaczenia.
Ja tylko odwróciłam głowę i spojrzałam na niego cały czas idąc w kierunku murawy.
 *Marco*
 Kurde niezła laska z tej Natalii. Ale nie dość, że śliczna to jeszcze zabawna i taka słodka i bezbronna kiedy się ze mną kłóci. I na dodatek świetnie całuje. Zainteresowała mnie. Muszę się z nią koniecznie spotkać jeszcze raz.
*Natalia*
 Klopp siedział na ławce rezerwowych. Podeszłam do niego i starałam się usprawiedliwić nieobecność brata na treningu.
-Dzień dobry.
 -No witam. A gdzie Maciek.
 -No właśnie ja w tej sprawie. Otóż Maciek się rozchorował ma gorączkę źle się czuje i nie da rady dziś trenować.
-A ta choroba to nie jest przypadkiem kacyk po jakiejś imprezce? -powiedział Klopp z uśmiechem na twarzy.
-Nie nie skądże on naprawdę jest chory.-powiedziałam ze zmieszaniem.
 -No niech mu tam będzie. Niech sobie chłopina odpocznie. Ale jak tylko wróci to dopierdzielę mu takie ćwiczenia że mu się tej choroby odechce.-zaśmiał się.
 -Dobrze przekaże mu na pewno się ucieszy.-Również się roześmiałam i ruszyłam w kierunku trybun.
Ujrzałam siedzącą i machającą w moim kierunku Anię. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej.
 -Hej Natalka.-z uśmiechem powitała mnie Ania.
-Hej Ann.-odpowiedziałam również z serdecznym uśmiechem.
-Czemu tak szybko zniknęłaś z imprezy u Mario?
-Yy... no bo wiesz...-zmieszałam się.-No dobra powiem ci prawdę. To przez tą butelkę. Wiesz musiałam się całować z tym oblechem Reusem, a ja mam do niego zrazę po tej akcji z wodą no i po prostu wolałam wyjść niż dostawać kolejne jakieś zboczone wyzwania z tym idiotą.-opowiedziałam przyjaciółce o całym zdarzeniu.
-No rozumiem. Ale uważaj na niego bo on może cię naprawdę skrzywdzić. Zresztą opowiadałam ci jak on traktuje dziewczyny.-przypominała Ania.
 -Tak wiem pamiętam jak mnie przed nim ostrzegałaś. Zresztą nie mam 'planów' związanych z nim.
 -I bardzo dobrze. Wiesz co? Jutro z Robertem organizujemy taką małą imprezę. Może wpadniecie z Maćkiem? Będziecie mile widziani.
-A dziękuję w imieniu Maćka i swoim za zaproszenie. Na  pewno wpadniemy, przyda nam się trochę rozrywki.
-Okey. Impreza jest u nas w sobotę o 18:00.
-Okey. Na pewno będziemy.
-Już niedługo wakacje, chłopaki będą mieli przerwę w treningach. Może wybierzemy się gdzieś razem ja, Robert i ty z Maćkiem?- zapytała Ania z niecierpliwością czekając na odpowiedź.
-A wiesz, że to może być świetny pomysł. My z Maćkiem nie mamy żadnych planów, a z drugiej strony już dawno razem we czwórkę nie byliśmy na wakacjach.-powiedziałam przypominając sobie dawne, razem spędzane wakacje.
 -No widzisz, a zawsze gdy razem wyjeżdżaliśmy było naprawdę super.
-odpowiedziała z uśmiechem Ania.
-To w takim razie musimy się gdzieś spotkać na kawę i to wszystko omówić.
-No dobrze to ja dam ci znać gdzie i kiedy.
 -Pewnie. Bedze czekać na info od ciebie. A teraz przepraszam cię bardzo ale ja muszę lecieć do hotelu bo Maciek jest w katastroficznym stanie po tej imprezie.-powiedziałam ze śmiechem.
 -Ty nawet nie pytaj o mojego Roberta. Do szóstej rano mi pieśni biesiadne pod oknem wyśpiewywał.-Ania wpadła w śmiech.
-To musiał być niezły widok. Ale Robert przynajmniej dał radę przyjść na trening o własnych siłach.
-Jak on sobie popije to wstępuje w niego inna dusza on jest wtedy nieobliczalny. Ale na szczęście dał radę przyjść na trening.
 -Ja już lecę do Maćka.-powiedziałam i dałam Ani buziaka w policzek na pożegnanie. –
Do zobaczenia! -krzyknęła gdy się od niej oddaliłam.
Zbliżała się 19:20 gdy wychodziłam ze stadionu. Na szczęście nie było jeszcze bardzo ciemno, w końcu był maj. Weszłam do hotelu, a potem prosto do naszego pokoju. Gdy Weszłam do środka czekał już na mnie mój brat z kolacją. Oczywiście zrobił spaghetti bo nic innego nie potrafił. Ale i to mu dziś zbytnio nie wyszło bo już od samego wejścia czuć było zapach spalenizny.
-Hej. Jakoś cię wytłumaczyłam. A widzę że kolację zrobiłeś. To w ramach podziękowań za wyświadczoną przysługę? -zapytałam przymrużając jedno oko.
-Oj tak dokładnie. Zrobiłem pyszną kolację jakiej jeszcze nie jadłaś, padniesz z wrażenia. No wcinaj.-odpowiedział i zaczął jeść.
Spróbowałam kolacji i powiedziałam ze śmiechem:
-Wiesz Master Chef nie chcę podważać twoich umiejętności ale masz rację tak ohydnej kolacji to ja w życiu nie jadłam. Padnę po zatruciu.
-Dziękuję, dziękuję za te wszystkie komplementy. Od dziś zwracaj się do mnie Master Chef. -powiedział z powagą.
-Chciałbyś mogę się zwracać do ciebie szefie spalenizny. Tego nie da się jeść.-wybuchłam śmiechem.
-Oj tam nie przesadzaj. Może i trochę przypaliłem ale to tylko trochę. Jedz i nie narzekaj dobre jest.-odpowiedział zjadając resztę makaronu z talerza.
-Chcesz mnie otruć? Wiesz co? Ja jednak zrobię sobie kanapkę.-powiedziałam nadal się śmiejąc.
 -Jak chcesz. Po prostu nie potrafisz dostrzec mojego talentu. Ja jestem urodzonym kucharzem.-odpowiedział z poważną miną na twarzy.
 -Ja myślałam, że ty jesteś urodzonym piłkarzem, a nie kucharzem.-powiedziałam jednocześnie robiąc sobie kanapkę.
-Ja po prostu jestem dwa w jednym. A w ogóle to ja wszystko potrafię. I nie dość, że potrafię to jeszcze robię to idealnie.-powiedział z dumą.
 -No to się pośmialiśmy. Naprawdę fajny żart. -uśmiechnęłam się w kierunku brata.
-A idź ty. Z tobą nie da się inteligentnie porozmawiać.-oburzony poszedł do swojego pokoju.
Ja natomiast zrobiłam sobie kanapkę i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie wzięłam książkę do ręki którą niedawno kupiłam i zaczęłam czytać. Po 15 minutach usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni u spodni i zobaczyłam, że to Julka, szybko przeciągnęłam palcem po wyświetlaczu i przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej Julcia.
-No hej. Już myślałam, że nie żyjesz albo, że o mnie zapomniałaś bo wcale się ze mną nie kontaktujesz.
-Wiem przepraszam cię strasznie ale jakoś nie miałam czasu. Wiesz musiałam się jakoś oswoić w nowym miejscu.
 -No rozumiem. A w ogóle to powiedz mi jak tam jest?
-Powiem ci, że nie jest tak źle jak to sobie wyobrażałam. Koledzy Maćka z drużyny są naprawdę mili no oprócz takiego jednego typka.
 -No to dobrze, że ci się tam podoba. Oo Natalciu czyżbym o czymś nie wiedziała?
-Z tobą było by o niebo lepiej. O wszystkim dobrze wiesz. A ten typek to taki piłkarz BvB miałam małą spinę z nim.
 -A przystojny chociaż?
-Ty to tylko o jednym. Nawet bardzo przystojny.
 -Uważaj bo się zakochasz!!
-Spokojnie nie zakocham się Julciu. Już niedługo wakacje masz jakieś plany? No tak sobie planowałyśmy z Anią że może byśmy razem z Robertem i Maćkiem gdzieś pojechały. A może ty byś wpadła i razem byśmy gdzieś wyjechali w piątkę?
-Wiesz co przepraszam cię bardzo ale ja nie dam rady, mam kupę nauki. Może innym razem wpadnę.
-No trudno ale mam nadzieję że dotrzymasz słowa i przyjedziesz bo ja bardzo tęsknię.
-Na pewno dotrzymam, obiecuję. Ja też strasznie za tobą tęsknię. Przepraszam muszę kończyć.
-Okey to papa kochana buziaki.
 -Pa Natala buźka.
Rozłączyłam się i wróciłam do lektury. Czytałam do późna. Gdy zegar wskazywał 23:00 postanowiłam pójść pod prysznic i iść spać, ponieważ byłam wykończona po dzisiejszym dniu na uczelni.


Mamy czwóreczkę ;P Początek rozdziału napisałam ja, a resztę moja friend. Piszę to, ponieważ Paula czuje się dyskryminowana i hajs z youtube jej się nie zgadza xd
Ze swojej strony bardzo dziękuję Wam za 6 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Dla Was to nic, ale dla mnie wieelka radość <3
To chyba na tyle z mojej strony.Rozdział pozostawiam do Waszej oceny.
Loffki, kisski i uściski, Justyna :**

CZYTASZ~KOMENTUJESZ~MOTYWUJESZ



czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 3 ~No to patrz~

Gdy doszłam do hotelu przebrałam się i postanowiłam pobiegać, przy okazji trochę zwiedzić okolicę. Gdy zbliżała się 18., poszłam do hotelu zacząć szykować się na imprezę.

*Natalia*
-Czemu tak szybko zwiałaś z treningu?- zapytał ze zmieszaniem Maciek.
-Yyy… Noo…. Bo… Bo tak?- nie chciałam zachować się jak pięciolatka i się skarżyć.
-Natka… Coś mi tu nie gra…. Nie myśl sobie, że nie zauważyłem jak byłaś cała mokra, to po 1, a po 2 widzę, że coś kręcisz, a po 3 słyszałem jak na kogoś bluzgałaś, bo tego nie dało się słyszeć.
-Już 17:30 ! Szykuj się, bo się spóźnimy !-powiedziałam nie zwracając uwagi na ,,wypowiedź’’ brata.
-Ty nie odwracaj kota d*pą… Albo gadasz co się stało, albo zakluczuję cię w pokoju i nigdzie nie wyjdziesz.
-No dobra… Bo wpadłam na jakiegoś kolesia i zalałam się wodą.
-Na jakiego kolesia ?!- zapytał ze strachem w oczach, pewnie pomyślał, że wpadłam na kogoś z BVB (I miał rację).
-No kur…czę nie wiem co to za koleś był. Może ochroniarz?
-O ja cię! Jeszcze lepiej ! Teraz to już w ogóle nas na stadion nie wpuszczą.
-No dobra… To nie był ochroniarz. To…. Był Reus.
-O Boże-usiadł. –Musiałaś go tak wyzywać ?!- dodał po chwili ze złością.
-Wyobraź sobie, że musiałam. A tak w ogóle, to on mnie też wyzywał.- powiedziałam najgłośniej jak umiałam.
-Ciszej tam ! Nie jesteście tu sami !- usłyszałam głos dobiegający zza ściany.
-Musimy się wyprowadzić. Nie życzę sobie mieszkać w hotelu, chcę mieszkać w domu.-dokończyłam już ciszej.
-Ale to nie jest koncert życzeń. Ale rzeczywiście, trzeba coś znaleźć. Jutro poszukamy.- odparł równie spokojnie. –Samochód już mamy, teraz czas na dom.- dokończył z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Co?! Jaki samochód?- w odpowiedzi pokazał ręką na okno.-O ja cię! Jaki ładny !Kocham cię braciszku !- rzuciłam mu się na szyję.
-Ja ciebie też. Ale jeszcze bardziej będę cię kochał, gdy przeprosisz Marco
-No ale… No dobra. Przeproszę go – skłamałam, nie miałam zamiaru go przepraszać.
-Widzisz, czasami możemy porozmawiać bez krzyku. A teraz idź się szykuj, bo to pewnie trochę ci zajmie. Ja też się ubieram.
-Ok.- powiedziałam wchodząc do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umalowałam się i ubrałam. Zegarek wskazywał godzinę 17:50, czyli musiałam się śpieszyć. 
- I jak?- wyszłam z łazienki i obróciłam się dookoła własnej osi.
-Ale się wystroiłaś, jak Stróż w Boże Ciało. Podsumowując- do d*py.
- Ty się znasz na modzie, jak małpa na samochodzie.- Powiedziałam poważnie, przeglądając się lusterku.
-Ja się właśnie znam na modzie ! A małpa to jest z ciebie.
-Nie jesteś pierwszą osobą, którą nazwałam małpą.- powiedziałam z uśmiechem przypominając sobie sytuację na stadionie.
Może rzeczywiście  trochę za bardzo na niego nakrzyczałam ? Ta jego minka, gdy nie wiedział, co ma powiedzieć. Taka słodka…. Nie, Natalia. Nie myśl o nim. Czemu o nim myślisz? Chyba ci się nie spodobał? Każdy, tylko nie on. Ania mi naopowiadała, jak traktuje dziewczyny. Nie chcę być jego kolejną „zdobyczą”. Nie wiem jak to się zakochać. Nigdy nikogo nie kochałam. Nie wiem, jak to darzyć takim uczuciem drugą osobę. I do końca życia nie mam zamiaru wiedzieć. Z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Halo?
-Yyy…Hej Natalia. Z tej strony Mario.
-Co?! Jaki Mario?
-Yyy..No Goetze.
-Skąd masz mój numer?
-Twój brat mi dał.
-Aha. To na imprezę przyjdę sama, bo jego już nie będzie na tym świecie.
-No wiesz, nie tylko ja mam twój numer, ma go cała Borussia, ale tylko ja odważyłem się do ciebie zadzwonić, bo reszta się ciebie boi.
-To ja jestem aż tak zła?
-Z tego co Marco mówił….
-O ku*wa.(powiedziałam po polsku)
-Wiem co to znaczy, Robert tak często mówi.
-Się wkopałam.
-Jest OK., to kiedy będziecie?
-Już niedługo.
-No to czekamy. Papa!
-Yyy..Papa !
-Kto to dzwonił?- zaraz odezwał się brat, który bacznie przysłuchiwał się naszej rozmowie.
-Nie żyjesz. Idziemy na imprezę.
*30 minut później*
Gdy przybyliśmy pod willę Goetze, zabawa trwała w najlepsze. Widać to było po skakającym w samych bokserkach gospodarzu do basenu z Robertem na rękach również w bieliźnie i szpilkach, pewnie Ani. Otworzył nam uśmiechnięty Reus. W imieniu gospodarza zaprosił nas do salonu. Przez cały czas czułam na sobie jego wzrok. Trudno było mi się skupić na tańcu. Plątały mi się nogi, co w moim przypadku jest niedorzeczne, ponieważ przez 10 lat chodziłam na kurs tańca i on był moim żywiołem.
-Odbijany!- zawołał nieźle wstawiony Piszczu.
Powędrowałam w stronę Marco (niestety).
-Dziwi mnie coś w tobie.-powiedział z lekkim grymasem na twarzy.
-Co ty powiesz?- odparłam patrząc się w jego hipnotyzujące, zielone tęczówki.
-Że taka śliczna dziewczyna może mieć tak niewyparzony język.
-Daruj sobie.-powiedziałam już odchodząc.
-Nigdzie nie idziesz- odparł ze śmiechem przyciągając mnie do siebie.
-Żebyś się nie zdziwił.
-Jestem silniejszy od ciebie.-powiedział łapiąc mnie za tyłek
-No to patrz.- walnęłam go w policzek, po tym odchodząc na bezpieczną odległość. Zaraz do tańca porwał mnie Mo i Marco zniknął mi z pola widzenia.
-Misiaczki gramy w butelkę!- krzyknął Mario.
Wszyscy imprezowicze usiedli tworząc koło. Wszyscy oprócz Reusa.
-No to dawaj Rybus, kręć 1.- powiedział gospodarz.
-Oczywiście.- wypadło na mnie.-No to Nati, siostrzyczko moja najukochańsza.
-Te miłosne deklaracje zostaw na później.
-No to… O Marcinho! Z nieba mi spadłeś!- krzyknął do siadającego obok mnie (!?) blondyna.
-Zapnij spodnie.- zwróciłam się do niego odsuwając się.
-Uppss….- powiedział po cichu wykonując wspomnianą  wcześniej przeze mnie czynność.
-No to pocałujcie się .-powiedział brat z mega bananem na twarzy.

Kolejny rozdział przekazuję w Wasze ręce. Przepraszam ,że tak późno, ale brak czasu. No i 3 komentarze mnie nie zadowalają. Obserwatorów trochę jest, wyświetleń też sporo, ale nie widać tego po komentarzach. Moja jedna mała prośba : czytasz= komentujesz. Wtedy wiem, że to co robię ma sens J
Jeszcze jedno małe pytanie: wolałybyście więcej opisów, czy dialogów?
 I czy Natalia zgodzi się pocałować Marco?
Pozderki, Justyna ;**



-











wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 2 ~Idź się lecz, frajerze~

*Przepraszam za użyte wulgaryzmy, są one użyte tylko po to, by jak najwierniej oddać emocje bohaterów.

*Natalia*
Zbliżała się 18. Nie mogłam się doczekać, gdy wejdę na boisko mojego ulubionego klubu.  Hmm… Chyba nie będzie tu aż tak źle… Przyzwyczaję się do tego wszystkiego. Znajdziemy mieszkanie, będę kontynuować studia dziennikarskie, znajdę miłość. Co?! O nie ! Nigdy w życiu ! Nie chcę mieć chłopaka. Chcę  być sama do końca życia. Mój ojciec opuścił nas. Uciekł do innej. Zostawił mamę samą z dwojgiem kilkuletnich dzieci. Nigdy mu tego nie wybaczę. Mama wkrótce po odejściu ojca załamała się, przedawkowała leki i zmarła. Zostaliśmy więc pod opieką ciotki. Gdy Maciek skończył 18 lat, wyprowadziliśmy się i zaczęliśmy zależne od nikogo życie. Podsumowując: facet to zło. Nie chcę skończyć tak, jak moja mama. Z rozmyślań o gorzkiej przeszłości wyrwał mnie głos brata:
-Młoda, a co ty nie gotowa jeszcze? Ruszaj się i idziemy !
-Już, co się spinasz. Haha, nie mogę się doczekać tego przepięknego obrazu: akcja, strzał, gool! Rybus grzejący ławę szaleje!
Jak ja lubiłam się niego nabijać. On ze mnie w sumie też. Życie nauczyło nas chamskości. Mamy to w genach… Po ojcu…
-Wiesz, ja ci nie chcę przypominać, kiedy popisywałaś się na moim treningu, chciałaś zrobić przewrotkę, to nie dość, że wylądowałaś w błocie, to jeszcze do szpitala musieliśmy cię wieźć, bo złamałaś sobie nogę- powiedział z mega bananem na twarzy.
-Dobra, wygrałeś.-odrzekłam zrezygnowana.-Mniejsza z tym, z buta, czy taksówką?
-Z buta.
*10 minut później*
Aż mnie zatkało. Moim marzeniem było, żeby zobaczyć to miejsce. I się spełniło. Mój brat powie: „ma się czym jarać, stadion, jak stadion”. Może sobie mówić. Ja i tak wiem swoje. Był po prostu piękny: te żółto-czarne barwy cudownie odbijające się w blasku zachodu słońca, no i ten napis: SIGNAL IDUNA PARK. Ahh… Jak to pięknie brzmi.
-O, ja do tego sklepu po wodę wstąpię.-powiedziałam pokazując palcem na nie wielki sklep obok Iduny.
-No ok, to ja powiem ochroniarzom, że jesteś moją siostrą, żebyś nie miała nieprzyjemności.
-Dobrze braciszku.-odpowiedziałam całując Maćka w czoło.
-A to, za co?- odparł ze zmieszaniem, lecz  z zadowoleniem.
-Za to, że jesteś.-powiedziałam posyłając mu szczery uśmiech.
-Natka!- zawołał, gdy byłam już spory kawałek od niego.-Tylko mi wstydu nie zrób!- dokończył uśmiechając się.
-Chyba odwrotnie.-Zaśmiałam się.
*Marco*
Nie mam dziś na nic siły. Nic mi się nie chce. W sumie, kac robi swoje.
Ale zarąbiście było. Kolejna naiwna panienka zaliczona, sporo, a raczej dużo alkoholu, no i zabawa do białego rana. Odkąd zerwałem z Carolin to normalka. Że mogłem z nią wytrzymać aż 4 lata. Ale to już koniec. Teraz jestem już wolny i na pewno nie popełnię tego samego błędu, co 4 lata temu. Nagle…
*Natalia*
-Kur*wa, pogrzało cię !?- byłam mega wkurzona, moje spodenki i koszula były całe mokre, bo ten palant mnie popchnął i całą pól litrową butelkę wody wylałam na siebie.
-Ciebie pogrzało, chodzisz jak pijana!
Moim oczom ukazała się sylwetka dobrze zbudowanego, bardzo przystojnego blondyna. Tak, to był Marco Reus.
-Ty chodzisz, jak pijany, naucz się chodzić jak cywilizowany człowiek, a nie jak małpa!
-Laska, wyjmij kij z d*py i watę z uszu, daj ludziom żyć-odpowiedział ze stoickim spokojem, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało.
-Nie no, ludzie trzymajcie mnie. Idź się lecz, frajerze.-powiedziałam już odchodząc.
*Marco*
No, w sumie nikt jeszcze tak po mnie nie jeździł, ale muszę przyznać, fajna panienka z niej była. Wszedłem na murawę i skupiłem się na treningu. Szybko zapomniałem o tej akcji i o tej dziewczynie.
*Natalia*
No nie. Że tacy ludzie mogą istnieć. Przez tego kretyna jestem cała mokra ! Jak ja teraz wyglądam !? Ja pierdziele, miałam nie zrobić Maćkowi wstydu..No ale co? Sama sobie tego nie zrobiłam. Weszłam na murawę…. No i znowu zachwycanie się tym wszystkim.. Jaki ten stadion ogromny ! Jakie…
-Naati!!! Miśka moja !!- Ania podbiegła do mnie i pocałowała w czoło.
Z Lewandowskimi znałam się bardzo dobrze. Byliśmy jak rodzina. Poznałam się z nimi przez Maćka około 5 lat temu. Z Anią byłam jak siostra. Mówiłyśmy sobie wszystko. Tylko Ania trzymała mnie na duchu, przestawała myśleć o Łowiczu, o Julii.
-Hej kochana! Co słychać ?- odpowiedziałam tak samo wesoło, jak ona.
- U mnie wszystko dobrze, ale co ty taka mokra ?
-Później ci wyjaśnię. Muszę ochłonąć.
-I wyschnąć- zaśmiała się tak, że wszyscy  obejrzeli się w naszą stronę.-Chodź, przedstawię ci dziewczyny.
Podeszłyśmy do ławki rezerwowych i Ania zaczęła już przedstawiać, ale nie wyszło to jej, ponieważ dobiegł do mnie Lewandowski z resztą Dortmuńczyków, oprócz Reusa, dla którego nawet niebo było ciekawe.
-Hej słonko (zawsze tak na mnie mówił)
-Hej Robciu!- złożyłam mu pocałunek na policzku.
-Ale d*pa! Jaka laska! No fajna,fajna.- przekrzykiwali się chłopcy.
-To jest Natalia, siostra Rybusa- przedstawił mnie Robert.
-Uuu… Rybus, może umówisz mnie z tą duperą?- zrozumiałam tylko Erika w tej wymianie zdań między chłopakami na mój temat.
-No już, uciekajcie teraz Natka jest moja- przegoniła ich Ania, obejmując mnie ramieniem.
-Poczekaj, a może wpadniesz z Maćkiem dzisiaj o 19. Robię domówkę-zapytał zadowolony Goetze, a ja pytającym wzrokiem spojrzałam na brata.
-Pytanie, no jasne, że wpadniemy!- odpowiedział za mnie mega zadowolony braciszek.
-Już ? No dobra, dobra. Nati, to jest Inga, dziewczyna Mario, to Ewa, żona Łukasza, Agata, żona Kuby, Cathy, dziewczyna Matsa i Riri, dziewczyna Mitchella.
Z każdą przywitałam się uściskiem dłoni. Bardzo szybko znalazłyśmy wspólny język, szczególnie z Ingą.
-Wpadł ci w oko któryś?- zapytała Inga pokazując na chłopaków tańczących gangnam style.
-No wiesz, inteligencją to oni nie powalają-zaśmiałam się.
-Ja ci tu przystojniaka przedstawię. Maarco!!
O nie, tylko nie to, pomyślałam.
- Co tam? – powiedział patrząc się na mnie, nawet nie wiem, czemu.
-Nati, chciałabym przedstawić ci Marco.
-Hej, jestem Marco-powiedział podając mi rękę, udając, że się nic nie stało.
-Nie udawaj, że się nic nie stało.- powiedziałam z obrażoną miną.
-Przecież nic się nie stało, ale ok., ty tak, to ja tak.-odparł i odszedł
-Wiesz Inga, ja też muszę już iść.Widzimy się na imprezie, pa!
-No ale… Dobra to pa !-odpowiedziała ze zmieszaną miną.
Gdy doszłam do hotelu przebrałam się i postanowiłam pobiegać, przy okazji trochę zwiedzić okolicę. Gdy zbliżała się 18., wróciłam do hotelu, zacząć szykować się na imprezę
Postanowiłam, że ten rozdział trochę dłuższy. Zapraszam do czytania i wyrażania swojej opinii w komentarzach ;)
~Justyna~


*.*
   






wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 1 ~Nie wierzysz w moje umiejętności siostrzyczko~

                                                                             Muzyka
Minęły już 4 godziny lotu, przez całą podróż nie odezwałam się do brata nawet słowem zresztą on do mnie też nie. Byłam strasznie wkurzona na niego. Jak mógł mi to zrobić? Dlaczego jest taki niesprawiedliwy i myśli tylko o swoim szczęściu? Dlaczego nie pomyślał o mnie? Znów tak jak wtedy gdy wybiegłam z domu wściekła na mojego brata pytania i niepewność wypełniały moją głowę.
 -Już jesteśmy prawie na miejscu. Zaraz lądujemy.- Maciek przerwał moje rozmyślania. Wzruszyłam obojętnie ramionami i odwróciłam głowę w stronę małego okienka samolotu. Po 20 minutach byliśmy już na lotnisku wysiedliśmy z samolotu i poszliśmy odebrać nasze walizki. Byłam smutna i przygnębiona. Ledwo trzymałam się na nogach i powolnymi krokami podążałam za moim bratem.
-Jest 13:30 za pół godziny musimy być w hotelu.-powiedział z podekscytowaniem Maciek w drodze po walizki. –
To fajnie.-odburknęłam. –
To rusz się i pośpiesz bo się wleczesz jak Mojżesz przez pustynię.-roześmiał się. -
W przeciwieństwie do ciebie mi wcale nie jest do śmiechu.-odpowiedzialam uniesionym głosem.
 -Dziewczyno! O co ci chodzi?! To dla naszego dobra.-Brat zatrzymał się i odwrócił się twarzą do mnie.
 -Dla naszego dobra? Chyba dla twojego! Pomyślałeś chociaż przez chwilę o mnie?!! To jak ja mogę się czuć? Czy cię to w ogóle obchodzi? Ale ty zawsze myślisz tylko o sobie!!! Jesteś skończonym egoistą!!!-Poniosła mnie złość i wykrzyczałam bratu wszystko co o nim myślę. Miałam ochotę zrobić to od razu jak się dowiedziałam o kontrakcie ale
się powstrzymałam. Teraz musiałam mu to wykrzyczeć prosto w twarz. Maciek chwycił mnie za ramiona i posiedział:
 -Ucisz się trochę nie jesteś pępkiem świata poza tym ludzie się na ciebie patrzą jak na jakąś idiotkę. A teraz posłuchaj mnie... Myślisz przyjąłem propozycję gry dla BVB i przyjechałem tutaj tylko po to żeby zrobić ci na złość? Zrobiłem to dlatego bo to jest moja życiowa szansa. Moja przyszłość. Rozumiesz? Robię to wszystko dlatego żeby było nam lepiej.-powiedział starając się mi to wszystko jakoś wytłumaczyć.
 -Co mnie obchodzi twoja cholerna przyszłość!!! Pomyślałeś o mojej przyszłości, moim szczęściu? Może ja wcale nie chciałam wyjeżdżać z Łowicza!!!-odpowiedziałam ze łzami w oczach.
 -Przymknij się i bierz dupe w troki i zakur**aj za mną bo nikt nie będzie czekał za księżniczką!-krzyknął na mnie ze złością. Obtarłam łzy chusteczką i poszłam za bratem. Wzięliśmy walizki i opuściliśmy lotnisko. Koło lotniska czekała już na nas taksówka która miała nas zawieźć pod hotel. Wsiadłam do auta a mój brat włożył walizki do bagażnika. Po 30 minutach byliśmy już pod hotelem. Wysiedliśmy z taksówki po czym wypakowaliśmy bagaże z. Maciek zapłacił taksówkarzowi za przejazd i nie odzywając się do siebie ruszyliśmy w stronę drzwi hotelu. Był to przepiękny i ogromny hotel niedaleko stadionu Signal Iduna Park. Weszliśmy do środka. Hotel w środku wydawał się jeszcze większy i piękniejszy. Wszystko było w żółto-czarnych kolorach. Maciek poszedł nas

zarejestrować i odebrać klucze do naszego pokoju. Ja w tym czasie usiadłam na ogromnej czarnej kanapie która znajdowała naprzeciwko recepcji. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Julki:
Do:Julia
 Treść: Hej Julia my już jesteśmy w hotelu podróż minęła bardzo dobrze ale przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie nawet słowem. Strasznie za tobą tęsknię i bardzo bym chciała się z tobą zobaczyć. Mam nadzieję że u ciebie wszystko dobrze. 
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Julka odpisała błyskawicznie:
 Od:Julia
Treść:Hej cieszę się że spokojnie dotarliście do Dortmundu u mnie wszystko dobrze. Ja też bardzo za tobą tęsknię i nie martw się na pewno jeszcze się spotkamy i będzie tak jak dawniej obiecuje ci to.
 Sms od przyjaciółki bardzo poprawił mi humor który wcześniej mi zniszczył mój brat... -Wstawaj, idziemy do pokoju trzeba się rozpakować.-Maciek powiedział z uśmiechem na twarzy. -Jeśli myślisz że będę się do ciebie odzywać po tym wszystkim co mi zrobiłeś to się grubo mylisz.-odburknęłam bratu ironicznym głosem. -Oj przestań się już na mnie złościć. Zobacz jak tu jest pięknie. -W Łowiczu też było pięknie...-odpowiedziałam. Brat już nic na to nie odpowiedział. Chyba go trochę to zabolało. Ale co z tego, jego nie obchodzi to co ja czuję. Weszliśmy do naszego pokoju. Był cudowny, ogromny. Były w nim dwa całkiem duże pokoje, duży salon i kuchnia oraz ogromna łazienka. Wnętrze tego pokoju było urządzone w sposób nowoczesny. Podobało mi się tam. Wybrałam sobie pokój
z widokiem na Dortmund. Widok na miasto był naprawdę piękny. Z okna w pokoju mojego brata widać było stadion BVB. Otworzyłam walizkę i zaczęłam układać wszystkie moje ciuchy w ogromnej szafie w moim pokoju. Po upływie dwóch godzin ja i mój brat byliśmy już rozpakowani. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Po chwili dołączył do mnie Maciek. -Długo się będziesz jeszcze na mnie gniewać?-brat mnie przytulił i obdarował serdecznym uśmiechem. 
-Nie wiem. Nie rozumiesz że tęsknię za przyjaciółmi, za szkołą, za Łowiczem.-odpowiedzialam ze smutkiem w oczach. 
-Jesteśmy tu od kilku godzin a ty już tęsknisz?-odpowiedział ze śmiechem. 
-A idź ty. Ty to się tylko śmiać potrafisz.-uśmiechnęłam się do brata i szturchłam go łokciem w brzuch. 
-O 18:00 jest mój pierwszy trening. Pójdziesz tam ze mną? 
-No pewnie. Muszę zobaczyć braciszka w akcji jak się potyka o własne nogi.-głośno się roześmiałam. 
-Właśnie obrażasz przyszłą legendę footballu. Nieładnie.-odpowiedział z zadowoleniem.
-Chyba przyszłą legendę grzejącą ławę hahah
-Nie wierzysz w moje umiejętności siostrzyczko.-odpowiedział z rozczarowaniem.
 -No ja dziś o 18:00 zobaczę te twoje umiejętności.Już nie mogę się doczekać.-powiedziałam z podekscytowaniem.


No  i 1 rozdział mamy ;) Czekamy na wasze komentarze, są one dla nas wielką motywacją do dalszego pisania. Nawet nie wiecie, jak 1 komentarz cieszy :)Wystarczy, że pod rozdziałem napiszesz np. "Przeczytałam", wiemy wtedy, że nie piszemy dla siebie.
~Paulina i Justyna~

Ten rozdział dedykuje mojej przyjaciółce Natalii, która jest imienniczką głównej bohaterki opowiadania 
~Paulina~ 


środa, 16 lipca 2014

~Prolog~

*Natalia*
-Natalia!- usłyszałam zadowolenie w głosie mojego brata wraz z hukiem zamykanych drzwi.
-Co się drzesz?- odparłam całkowicie pozbawiona emocji.
-Usiądź. Muszę ci cos powiedzieć – powiedział z powagą.
-Znalazłes dziewczynę?- zasmiałam się, ponieważ już od dawna Maciek nie mógł znaleźć dziewczyny, z czego miałam niezłą polewkę.
-Bądź chociaż na chwilę poważna…. .No to tak: dostałem transfer do Borussii Dortmund!- Wykrzyknął z zadowoleniem, lecz mi do zadowolenia dużo brakowało.
-Chyba sobie żartujesz?!
-No nie, posłuchaj to jest moja życiowa szansa ! Wyjeżdżamy za niecałą godzinę, pakuj się.
-Nigdzie nie jadę! A Julka? Przecież jej nie zostawię!
-W kieszeń też nie włożysz.-powiedział szperając w jakichs papierach.
-Weź! Z resztą co ty wiesz o przyjaźni. – Nic więcej nie zdołałam powiedzieć, ponieważ poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- O przyjaźni pogadamy wolnym czasem, a teraz pakuj się, bo samolot nie będzie za tobą czekał, królewno.
-Nie chce mi się z tobą gadać egoisto.-powiedziałam wychodząc już z mieszkania.
-Nie zdążymy na samolot, gdzie ty idziesz?
-Niech cię to obchodzi-Trzasnęłam drzwiami.
Szłam zakorkowanymi ulicami Łowicza nigdzie się nie spiesząc.Miałam to gdzieś, że Maciuś chce wyjechać za 30 minut.Łowicz to takie piękne miasto, naprawdę warto do niego przyjechać.A ja nigdzie nie chciałam się z niego ruszać.Własnie! A szkoła? Co ze szkołą? Przecież go nie obchodzą moje sprawy. Tylko on się liczy. Jego zasrany transfer! Czemu wcześniej mi o tym nie powiedział?-W myślach zasypywałam się pytaniami.
Nawet nie zorientowałam się, gdy doszłam do domu mojej BFF.Z przerażeniem zapukałam do drzwi.Otworzyła  mi zawsze radosna mama Juli.
-Dzień dobry! Zastałam Julię?-  zapytałam drżącym głosem.
-Oczywiście już ją wołam. Julciaaa!-Jej pogodny głos rozległ się po całym mieszkaniu.
-Już idęęę!
Gdy doszła do drzwi czułam jak miękną mi kolana. Byłam bardzo z nią zżyta, zachowywałyśmy się jak siostry. Nigdy siebie nie okłamywałyśmy. Byłyśmy ze sobą na dobre i na złe. Spędzałyśmy ze sobą  24h na dobę. Taka rozłąka nie przyniosłaby nam niczego dobrego.
-Hej -powiedziałam z lekkim uśmiechem.-Musimy pogadać.
-Hejka! Jasne wchodź!- złapała mnie za chudą rękę i wprowadziła do pokoju.-Mieliśmy się spotkać o 20.-W jej wyrazie twarzy widoczne było zmieszanie.
- O 20 Już mnie tu nie będzie.- spuściłam głowę a na moje miętowe spodnie kapnęła pojedyncza łza.
-Aha, okay, pożartowałyśmy, a teraz napijesz się czegoś? – Nie uwierzyła, z powodu mojego dobrego humoru, często wywijałam jej takie numery, po których o mało nie zemdlała.
-Julka! Ja nie żartuję !Maciek dostał transfer do BVB, wyjeżdżamy za niecałe 30 min- Podniosłam głowę, a gdy Julia zobaczyła mnie całą we łzach, dopiero uwierzyła.
-Co? Ale jak to? Przecież…. Ale co ze szkołą, co z przyjaciółmi, co ze mną?
-Nie wiem nic.
W tym momencie poczułam wibrację w kieszeni od spodni. Wyjęłam komórkę, a na ekranie ujrzałam zdjęcie Maćka.
-To brat.-Oznajmiłam i z przerażeniem  odebrałam.
-Gdzie ty jesteś do jasnej cholery!?Widzę cię w domu za 5 minut!
-Dobra już idę.
-Nie idziesz, tylko zapierda**sz! –Powiedział i się rozłączył.
Z tego, że Maciek bardzo głośno mówił, Julia usłyszała całą „rozmowę” i zaraz po jej zakończeniu mocno mnie przytuliła.
-Nie zapomnisz o mnie, prawda?
-Obiecuję.A teraz muszę już iść.

Ta odprowadziła mnie  do drzwi i patrzyła na mnie dopóki nie znikłam jej z pola widzenia. Weszłam do domu, spakowałam wszystko co popadnie i wyruszyliśmy w drogę. Przez całą podróż nie odzywałam się do Maćka.Ciekawe jak tam będzie…….